Na jednej z grup utyskiwanie że zakładają w okolicy fotoradar do 60 km/h.
Klasyka gatunku:
Najpierw odwracanie argumentami że "policja niech łapie złodziei a nie kierowców".
I to kolejny przykład takiej wybiórczej, błędnie pojmowanej "wolności": ja mam prawo żyć tak jak chcesz, ty prawa nie masz. Innych łamiących prawo należy bezwzględnie łapać, kiedy ja łamię prawo to już nie. Ja mam prawo czuć się bezpiecznie, ty już nie.
I teoretycznie mógłbym napisać:
Kierowcy, w miejscu gdzie jest ograniczenie do 50 jeździjmy 50 a nie 90. Tam gdzie jest ograniczenie do 70 jeździjmy 70, a nie 120.
I nie będą fotoradary ani suszarki potrzebne.
Tylko po co, kiedy to grupa twierdząca, że ograniczenie prędkości to ograniczenie wolności, każdy z nich jest mistrzem kierownicy i utrzymuje że zawsze panuje nad pojazdem, więc domyślam się reakcji.